Nieśmiertelność vs. zbawienie

Mόj wpis, Śmierć i grzech pierworodny, wymaga ciągu dalszego – po pytaniach zawartych w komentarzu “wiernej czytelniczki”: Czy Autorka wierzy w życie po śmierci? Bo skoro z Biblii miałoby wynikać, że ludzie nie zostali stworzeni jako nieśmiertelni, to skąd nadzieja na zmartwychwstanie, explicite wyrażana w innych tekstach na tym blogu? Na pierwsze pytanie już odpowiedziaƚam: Nie tyle wierzę, co mam taką nadzieję. Rozrόżnienie o tyle istotne, że nie jest to wiara w sensie wyznaniowo-religijnym, tj. oparta na dogmatach konkretnej doktryny. To raczej zaufanie do uniwersalnej intuicji – obecnej w niemal każdej religii – o jakiejś kontynuacji osobowego istnienia po śmierci.

Czytaj dalej

Widziane z perspektywy Boga. Dosłowność i metafora

„Myśliwi w śniegu” – krajobraz zimowy Petera Breughela – to wielka rzadkość w malarstwie, do dzisiaj nawet. Obraz powstał w roku 1565, prawdopodobnie jako jeden z serii wizerunków ilustrujących miesiące. Zachowało się tylko pięć obrazów. Czy powstało siedem dalszych? – nie ma na to dowodu. To tylko domysł, bo tego typu sztuka była w tamtych wiekach niezmiernie popularna, więc zakłada się, że na pewno Breughel namalował cały roczny cykl. Czytaj dalej

Śmierć i grzech pierworodny (dekonstrukcja dogmatu)

Wysłuchałam ostatnio podcastu debaty na temat śmierci w perspektywie wiary katolickiej. Niewierzący gospodarze spotkań w Teatrze Powszechnym jako znawcę przedmiotu zaprosili religijnego tradycjonalistę, dra Tomasza Terlikowskiego. Jego teologiczna pasja i koncentracja na dogmatach sprawily, że o rzeczywistych problemach konfrontowania się ze śmiercią mówiło się coraz mniej, w miarę jak prelegent dokonywał czasochłonnej egzegezy biblijnego opisu stworzenia i upadku pierwszych ludzi. Prowadzący nie dość konsekwentnie temat drążyli, pozwalając mu obficie cytować teologiczne pisma, głównie św. Augustyna – co poza katechizmowymi ustaleniami niewiele do dyskusji wniosło. A szkoda, bo (skoro już zostal przywołany) dogmat o śmierci zawinionej przez mityczną matkę ludzkości jest o tyle  ważny, że brzemienny w realne konsekwencje społeczne.  Dla kobiet zwłaszcza.

Czytaj dalej

Świat jako statek szaleńców

Bosch - Statek szaleńcówStatek szaleńców – jeden z najtrwalszych symboli cywilizacji zachodniej. U jego źródeł znajduje się dobrzej znana parabola platońska: państwo jako okręt. Do dziś mamy w języku polskim zwrot „nawa państwowa”. W określeniu tym nie idzie o „nawę” kościelną, ale o  statek właśnie.
Od starożytnych czasów po współczesność „statek szaleńców” stanowił metaforę społeczno-politycznych wynaturzeń. Przywódcy wpędzają społeczeństwa w katastrofę; sami ludzie na ślepo sterują ku zagładzie. Opętanie, szaleństwo namiętności władzy, pieniędzy, chęci panowania nad innymi, zawiści – wszystkie grzechy, wady i przywary człowieka biorą górę, zaślepiają rozsądek, umiar i poczucie tego, co dobre, a co złe.
Hieronim Bosch podjął ów temat na tryptyku przedstawiającym wybrane grzechy główne. Wkrótce po powstaniu rozpiłowano dzieło na części i dziś fragmenty te znajdują się w różnych miejscach. „Statek głupców” z 1491 roku stanowi ozdobę Luwru. Czytaj dalej

Eucharystia, komunia, Pamiątka i …

Wielki Czwartek to dzień, w ktόrym kościoły chrześcijańskie celebrują ustanowienie Eucharystii, dlatego temu tematowi poświęcam dzisiejszy wpis. Blog ma profil religioznawczy i okołoreligijny, a nie wyznaniowy – stąd w tytule  terminy, jakimi wierzący rόżnych denominacji określają swόj udział w tym rytuale oraz definiują jego charakter (sakramentalny bądź symboliczny) i rangę (zbawczą lub tylko pobożnościową). Wielokropek dotyczy religijności bezwyznaniowej. Czytaj dalej

Nowe średniowiecze w natarciu czy w odwrocie?

Rosyjski filozof religii, Mikołaj Bierdiajew – autor terminu i historiozoficznej koncepcji “nowego średniowiecza” – najwyrażniej nie przewidywał możliwości odwrotu ku staremu średniowieczu, kiedy prognozował zerwanie Kościoła z tym okresem istnienia, który był niejako koncentracją życia kościelnego w świątyni, oraz przejście do okresu kosmicznego, do przeobrażenia pełni życia. Rzecz o tyle ciekawa, że pisał to w 1924 r.

Czytaj dalej

Jak trwoga to od Boga?

Tajemnicza i groźna epidemia z dużym potencjałem na pandemię to nie jest temat do żartόw, nawet przy słusznym skądinąd założeniu, że “śmiech to zdrowie”. Jest rzeczą oczywistą, że lepiej tu przesadzić z ostrożnością niż cokolwiek zlekceważyć. Od razu zastrzegam się, że za (przesadną nawet) ostrożność nie uważam medialnej paranoi i informacyjnego wyścigu, kto pierwszy i kto bardziej przestraszy spanikowanych odbiorcόw. Tutaj akurat mamy do czynienia z bezrefleksyjnym lekceważeniem społecznych konsekwencji chaosu oraz irracjonalnych zachowań uruchamianych przez nadmiar i sensacyjność informacji. To samo dotyczy apokaliptycznych komunikatόw wychodzących z Kościoła – od parafialnych księży po najwyższych hierarchόw – oraz z instytucji z nim związanych. Czytaj dalej