Teologiczna debata przy „studni miłości”

Rozmowa Jezusa z Samarytanką (J 4:6-29)* przy studni Jakuba to bodajże najbardziej zagadkowa (długo szukałam odpowiedniego przymiotnika) opowieść ewangeliczna. Objaśniana jednak tak, jakby była teologicznie oczywista. Bo cóż nieoczywistego może być w spotkaniu żydowskiego rabina z “notoryczną grzesznicą” i objawieniu się jej jako oczekiwany Mesjasz – po uprzednim przedyskutowaniu z nią teologicznie fundamentalnego tematu istoty samego Boga? Omawiającym tę perykopę kaznodziejom zdaje się być rzeczą nad wyraz zrozumiałą, że Jezus, po pierwsze – wiedział o wszystkich ludzkich grzechach (a tych alkowianych w szczególności), po drugie – znał wykładaną w dzisiejszych seminariach teologię, po trzecie – zgodnie z nią nauczał spotykane na swej drodze osoby, a upadłe grzesznice zwłaszcza (stąd w egzegezach taki właśnie status Marii Magdaleny). Czytaj dalej

PiS, czyli polityka i sacrum

Osobliwości polskiego katolicyzmu (43)

Kiedy ponad osiem lat temu zaczynałam ten cykl, nie przypuszczałam, że aż tak się rozrośnie. Tym bardziej, że do pewnych specyficznie polskich przejawów religijności zdążyłam już przywyknąć na tyle, by przestać je traktować jako coś osobliwego. Miałam nawet nadzieję, że limit absurdów się wyczerpał i już niczym bardziej kuriozalnym świata nie zadziwimy. Czytaj dalej

Nieśmiertelność vs. zbawienie

Mόj wpis, Śmierć i grzech pierworodny, wymaga ciągu dalszego – po pytaniach zawartych w komentarzu “wiernej czytelniczki”: Czy Autorka wierzy w życie po śmierci? Bo skoro z Biblii miałoby wynikać, że ludzie nie zostali stworzeni jako nieśmiertelni, to skąd nadzieja na zmartwychwstanie, explicite wyrażana w innych tekstach na tym blogu? Na pierwsze pytanie już odpowiedziaƚam: Nie tyle wierzę, co mam taką nadzieję. Rozrόżnienie o tyle istotne, że nie jest to wiara w sensie wyznaniowo-religijnym, tj. oparta na dogmatach konkretnej doktryny. To raczej zaufanie do uniwersalnej intuicji – obecnej w niemal każdej religii – o jakiejś kontynuacji osobowego istnienia po śmierci.

Czytaj dalej

Widziane z perspektywy Boga. Dosłowność i metafora

„Myśliwi w śniegu” – krajobraz zimowy Petera Breughela – to wielka rzadkość w malarstwie, do dzisiaj nawet. Obraz powstał w roku 1565, prawdopodobnie jako jeden z serii wizerunków ilustrujących miesiące. Zachowało się tylko pięć obrazów. Czy powstało siedem dalszych? – nie ma na to dowodu. To tylko domysł, bo tego typu sztuka była w tamtych wiekach niezmiernie popularna, więc zakłada się, że na pewno Breughel namalował cały roczny cykl. Czytaj dalej

Śmierć i grzech pierworodny (dekonstrukcja dogmatu)

Wysłuchałam ostatnio podcastu debaty na temat śmierci w perspektywie wiary katolickiej. Niewierzący gospodarze spotkań w Teatrze Powszechnym jako znawcę przedmiotu zaprosili religijnego tradycjonalistę, dra Tomasza Terlikowskiego. Jego teologiczna pasja i koncentracja na dogmatach sprawily, że o rzeczywistych problemach konfrontowania się ze śmiercią mówiło się coraz mniej, w miarę jak prelegent dokonywał czasochłonnej egzegezy biblijnego opisu stworzenia i upadku pierwszych ludzi. Prowadzący nie dość konsekwentnie temat drążyli, pozwalając mu obficie cytować teologiczne pisma, głównie św. Augustyna – co poza katechizmowymi ustaleniami niewiele do dyskusji wniosło. A szkoda, bo (skoro już zostal przywołany) dogmat o śmierci zawinionej przez mityczną matkę ludzkości jest o tyle  ważny, że brzemienny w realne konsekwencje społeczne.  Dla kobiet zwłaszcza.

Czytaj dalej

Świat jako statek szaleńców

Bosch - Statek szaleńcówStatek szaleńców – jeden z najtrwalszych symboli cywilizacji zachodniej. U jego źródeł znajduje się dobrzej znana parabola platońska: państwo jako okręt. Do dziś mamy w języku polskim zwrot „nawa państwowa”. W określeniu tym nie idzie o „nawę” kościelną, ale o  statek właśnie.
Od starożytnych czasów po współczesność „statek szaleńców” stanowił metaforę społeczno-politycznych wynaturzeń. Przywódcy wpędzają społeczeństwa w katastrofę; sami ludzie na ślepo sterują ku zagładzie. Opętanie, szaleństwo namiętności władzy, pieniędzy, chęci panowania nad innymi, zawiści – wszystkie grzechy, wady i przywary człowieka biorą górę, zaślepiają rozsądek, umiar i poczucie tego, co dobre, a co złe.
Hieronim Bosch podjął ów temat na tryptyku przedstawiającym wybrane grzechy główne. Wkrótce po powstaniu rozpiłowano dzieło na części i dziś fragmenty te znajdują się w różnych miejscach. „Statek głupców” z 1491 roku stanowi ozdobę Luwru. Czytaj dalej

Eucharystia, komunia, Pamiątka i …

Wielki Czwartek to dzień, w ktόrym kościoły chrześcijańskie celebrują ustanowienie Eucharystii, dlatego temu tematowi poświęcam dzisiejszy wpis. Blog ma profil religioznawczy i okołoreligijny, a nie wyznaniowy – stąd w tytule  terminy, jakimi wierzący rόżnych denominacji określają swόj udział w tym rytuale oraz definiują jego charakter (sakramentalny bądź symboliczny) i rangę (zbawczą lub tylko pobożnościową). Wielokropek dotyczy religijności bezwyznaniowej. Czytaj dalej

Nowe średniowiecze w natarciu czy w odwrocie?

Rosyjski filozof religii, Mikołaj Bierdiajew – autor terminu i historiozoficznej koncepcji “nowego średniowiecza” – najwyrażniej nie przewidywał możliwości odwrotu ku staremu średniowieczu, kiedy prognozował zerwanie Kościoła z tym okresem istnienia, który był niejako koncentracją życia kościelnego w świątyni, oraz przejście do okresu kosmicznego, do przeobrażenia pełni życia. Rzecz o tyle ciekawa, że pisał to w 1924 r.

Czytaj dalej

Jak trwoga to od Boga?

Tajemnicza i groźna epidemia z dużym potencjałem na pandemię to nie jest temat do żartόw, nawet przy słusznym skądinąd założeniu, że “śmiech to zdrowie”. Jest rzeczą oczywistą, że lepiej tu przesadzić z ostrożnością niż cokolwiek zlekceważyć. Od razu zastrzegam się, że za (przesadną nawet) ostrożność nie uważam medialnej paranoi i informacyjnego wyścigu, kto pierwszy i kto bardziej przestraszy spanikowanych odbiorcόw. Tutaj akurat mamy do czynienia z bezrefleksyjnym lekceważeniem społecznych konsekwencji chaosu oraz irracjonalnych zachowań uruchamianych przez nadmiar i sensacyjność informacji. To samo dotyczy apokaliptycznych komunikatόw wychodzących z Kościoła – od parafialnych księży po najwyższych hierarchόw – oraz z instytucji z nim związanych. Czytaj dalej

Życie jest oczekiwaniem (refleksja poadwentowa)*

Tamara patrzyła w zadumie na męża. Mocno wychudzony, barczysty, siedział pod oknem przy stole nad miską żuru i z apetytem, pogryzając chleb pochłaniał zupę. Na stole wcześniej postawiła flaszkę samogonu i dwie szklaneczki. Ano, wrócił do domu cały i zdrowy, trzeba to jakoś uczcić. Wpatrywała się w tego jakby obcego, a przecież swojego chłopa, i wciąż nie dochodziło do niej, że to jej Siemion – Siemion Prochor. Że ten surowy i ponury o wychudzonej i ogorzałej twarzy człowiek, to jednak ten sam zawadiacki i wesoły wyrostek, który latami się za nią uganiał. Ten, który na potańcówkach trzęsąc swoją słomianą czupryną, podchodził do niej z roześmianą twarzą i porywał ją do tańca. Ten, który letnimi wieczorami ściskał ją i całował, aż nie mogła złapać tchu. Ten, którego cała zapłakana odprowadzała do pociągu, a on pijany jak wszyscy poborowi, z zuchowatą miną wykrzykiwał: „Pobiedim faszistow”. Tak krótko byli ze sobą, nie zdążyli się jeszcze dobrze poznać i nacieszyć sobą, gdy wezwał go obowiązek. Na wojnę poszedł chłopiec, a po czterech latach z okładem wrócił obcy mężczyzna. Czytaj dalej