Pomaganie jednym palcem

Tym razem temat niezwiązany z religią, ale dotyczący chrześcijańskich  ideałów – współczucia i ofiarności.

facebook nie placi za udostepnianieNie tylko ja dostaję  na FB dramatyczne prośby o pomoc finansową, głównie dla chorych dzieci. Bywa, że przychodzi ich nawet  kilkanaście dziennie, chociaż liczba moich facebookowych  znajomych nie jest imponująca. Wyobrażam  sobie, ile takich próśb każdego dnia trafia do osób z setkami  znajomych… I zastanawiam się, czy w ogóle je czytają, czy tylko klikają i przekazują dalej, wierząc, a raczej łudząc się, że w ten sposób faktycznie pomagają.

Sprawdziłam, jak „pomaganie  klikaniem” działa na stronie fundacji “siepomaga.pl”, która cieszy się największym powodzeniem i nienaganną opinią. Dowiedziałam się tam, że:

Klikanie to pomaganie. Za każde odsłonięcie obrazka na rzecz wybranej zbiórki z siepomaga.pl przekazywane jest 10 groszy. Klikaj codziennie! [kliknąć można raz dziennie]

10 groszy to bardzo dużo, inne fundacje oferują zaledwie grosz lub niewiele więcej – ze sporo większych zysków za wyświetlające się po każdym kliknięciu reklamy. Nie chciałabym, żeby zabrzmiało to jak zarzut. Każdy orze, jak może, a fundacje muszą się przecież z czegoś utrzymywać. Widocznie pobierane od każdej wpłaty 6% darowizny  nie wystarcza, nawet przy  finalizowaniu wielomilionowych  akcji. Wiadomo,  ani banki, ani finansowi operatorzy (PayPal czy PayU) nie pośredniczą za darmo.

Tyle ogólnych informacji, ale nie one są przedmiotem moich dzisiejszych refleksji. Wracam więc do szlachetnej w motywach, lecz mizernej w skutkach mody na pomaganie przez udostępnianie. Jej szlachetna motywacja da się wyrazić w kilku słowach: „skoro to nic nie kosztuje, pomagam wszystkim potrzebującym” (których podesłali mi tak samo “pomagający” znajomi), udostępniając apele  kolejnym znajomym, którzy udostępnią je swoim znajomym… itd. itd. Licząc po 10 gr. za kliknięcie, przy setkach udostępnień uzbiera się z tego może  kilkanaście złotych. Za to całkiem spora grupa szczerze współczujących i pragnących pomóc facebookowiczów utwierdzi się w przekonaniu, że spełnili szlachetny uczynek. Przenikliwie i celnie  skomentowała to jedna z moich znajomych:

Masowe udostępnianie to dowód na (nieuzasadnione) poczucie winy, a w konsekwencji (nieuświadomione) przerzucanie tej winy na innych …którzy w ten sam sposób się jej pozbędą.

Niestety, autentycznemu współczuciu nader często towarzyszy toksyczne (bo całkiem irracjonalne), niemniej boleśnie odczuwane poczucie winy. Dodatkowo bywa ono potęgowane  mniej lub bardziej subtelnym szantażem emocjonalnym przez medialnego nadawcę komunikatu. Oto przykład takiego (wierzę, że niezamierzonego) emocjonalnego szantażu nadawcy:

Pomyśl o swoim dziecku – czy dla niego nie zrobiłbyś wszystkiego, chociażby inni wątpili, że się uda? […]  Masz dziś coś lepszego do zrobienia niż uratowanie życia 4-letniego chłopca?

Efekt tak sformułowanej “zachęty” może być dla wielu osób naprawdę dopingujący, ale przy okazji jest to zatruwająca duszę sugestia: “jeśli teraz nie pomożesz, podobny los  może kiedyś spotkać twoje dziecko”. Nie trzeba być przesadnie przesądnym, żeby takie obsesyjne myśli przychodziły do głowy. Dlatego ostrzegałabym przed powielaniem/udostępnianiem tego typu “motywatorów”. W dobroczynności też powinna obowiązywać zasada: primum non nocere (przede wszystkim nie szkodzić).

A szkodzić może każda nadgorliwość, także  seryjne udostępnianie otrzymywanych próśb.  Jak trafnie zauważyła moja  znajoma, kilkanaście takich postów dziennie to najlepsza droga do  znieczulicy. Nikt nie chciałby być o nią posądzony, a jednocześnie jest to normalna reakcja  na emocjonalne przeciążenie. Broniąc się przed  jednym i drugim, kompulsywni pomagacze klikają  w „polubienia” i „udostępnienia” – czym de facto pomagają  samym sobie  uporać się z irracjonalnym poczuciem winy. Przy  okazji zarażają i frustrują tym innych, zamiast realnie pomagać potrzebującym.

Realnie, czyli jak? – zapyta ktoś, kogo nie stać na finansowe wspieranie aż tylu potrzebujących. To oczywiste, że wszystkim pomóc nie możemy, ale chyba każdego “klikacza” (to termin oficjalny ze strony “siepomaga.pl”) stać na wysłanie chociaż 2-zlotowego SMS-a na numer fundacji z udostępnianej strony. Dopiero taki gest upoważniałby do oczekiwania, że inni pójdą naszym śladem. Tak, moja (i mojej znajomej) sugestia jest właśnie taka: nie wspierasz – nie udostępniaj (czytaj: nie przerzucaj swojej irracjonalnej “winy” na innych). Co innego, jeśli sami przekazujemy darowiznę. Jest wtedy  powód, by świecić  przykładem – i temu powinno służyć każdorazowe udostępnienie. W przeciwnym razie jest to nieco faryzejska aktywność, do której można by odnieść sparafrazowane  słowa Jezusa:

Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych [nie] dotykacie. (Ewangelia według św. Łukasza 11:46)

Do wytrwałego klikania na oficjalnych stronach fundacji  nikogo  tym cytatem zniechęcać nie zamierzam, chociaż  uważam, że ta  wirtualna charytatywność jest dość ryzykowna, bo  uzależniająca. 🙂

Istnieje też (raz do roku) możliwość bezwydatkowej pomocy na koszt państwa. Warto z niej korzystać, ale przy tym nie zapominać, że o odpisaną sumę 1% naszych podatków zmniejszamy ogólną pulę pieniędzy, jaką na dany cel (w tym przypadku leczenie) dysponuje państwowy budżet. Siłą rzeczy działa tu swoisty faworytyzm na rzecz wybranej fundacji lub konkretnej osoby. Nic w tym złego, jednak nie nazywajmy tego dobroczynnością.  Sugerowałabym nawet, żeby taki „gest” obligował do faktycznej (rekompensującej wspomniane wyżej uszczuplenie) ofiarności. Powiedzmy, że będzie to jeden charytatywny SMS tygodniowo lub miesięcznie – co w skali roku byłoby już znaczącym i rzeczywistym wsparciem.

Na koniec wyjaśnienie dotyczące “okładkowej” ilustracji. Pochodzi ona z archiwalnego już artykułu “Gazety Wyborczej”, który przy okazji polecam.

Mulier Religiosa

9 thoughts on “Pomaganie jednym palcem

  1. Zgadzam się niemal w stu procentach z autorką tego świetnego tekstu. Mam również konto na Facebooku i szczególnie pod koniec roku, obserwuję jak nasilają się prośby o pomoc. Niekoniecznie słuszne jest określanie mianem przerzucania poczucia winy na innych, udostępnianie tych próśb. Dość często, jest to wynik bezmyślności, powodującej masowe udostępniania przeróżnych bzdur na facebookowych profilach. Natomiast udostępnianie próśb w ilościach hurtowych spowoduje to, że jedynie mała część z nich zostanie dostrzeżona. Bywa, że sam też takie prośby udostępniam. I wcale przy tym nie mam potrzeby przerzucania poczucia winy na innych.

    • Toksyczne poczucie winy, o czym mowa w artykule, to nie to samo, co świadomość zawinienia, którą (jak sądzę) ma Pan na myśli. Ta ostatnia byłaby przejawem zdrowego samopoznania – w przeciwieństwie do neurotycznego poczucia “winy”, skrupulancko utożsamianej z tzw. grzechem zaniechania. I chyba tego właśnie grzechu chcą za wszelką cenę uniknąć osoby o wrażliwym sumieniu, seryjnie udostępniając apele o konkretną pomoc, której sami udzielić nie są w stanie (stąd poczucie “winy”). Niestety, wciąż rosnąca ilość – i apeli, i udostępnień – nieuchronnie przechodzi w… bylejakość.

    • Miałem na myśli to, że nie wszyscy udostępniający boją się poczucia winy zaniechania. Napisałem, że sam też udostępniam takie prośby. Jeśli to może pomóc, to czemu nie? Dlaczego ktoś, kto sam nie może pomóc, nie miałby takich próśb popierać? Ma pani bezwarunkowo rację, że ilość próśb i udostępnień „nieuchronnie przechodzi w bylejakość”.

      • Udostępnianie ma do spełnienia b. ważne zadanie dotarcia do jak największej liczby potencjalnych darczyńców. Rzecz w tym, żeby ich nie zniechęcać stresującym (a w konsekwencji zobojętniającym) nadmiarem próśb, lecz motywować własnym przykładem. Stąd mój postulat (wiem, że utopijny 🙂 ), by każdemu udostępnieniu towarzyszyło przekazanie choćby symbolicznej kwoty (np. SMS-em). Na tyle chyba stać każdego facebookowicza?

    • Jak to trafnie ujął w łacińskiej sentencji niemiecki medyk, Paracelsus: Sola dosis facit venenum (Dawka czyni [z leku] truciznę).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s